• Wpisów: 301
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 21:39
  • Licznik odwiedzin: 51 480 / 2078 dni
 
wild-child
 
y.jpg


Z okazji Dnia Dziecka naszła mnie taka refleksja…
Pokolenie Y, dzieci urodzone w demokratycznej, wolnej Polsce, którym wszystko jest podstawiane pod nos, którzy maja wolny dostęp do wszystkiego od edukacji na urządzeniach elektronicznych nowych generacji skończysz wszy.  którzy mogą i chcą się rozwijać, są aktywni, bezpośredni, (czasem nawet „wyszczekani”) ale mimo wszystko potrafią znaleźć złoty środek w każdym aspekcie swojego życia. Przedstawiciele konsumpcyjnego trybu życia, wygodni, zuchwali, ale też tolerancyjni i otwarci na nowe wyzwania.
Tyle w teorii, a jak takie schematy przedstawiają się w praktyce? Przecież każdy człowiek jest inny, dorastał w innej rodzinie, chłonął inne wzorce, przyswajał inne wartości…
Patrząc  na ludzi na  z którymi się spotykam na studiach, czasem się zastanawiam, czy z ogólnego pokolenia Y nie wyrosły dwa  skrajnie różne odłamy….
Patrząc na powyższą definicję, można wywnioskować ze typowy student z pokolenia Y, decydując się poszerzać swoje horyzonty na Pewnej Wojskowej Akademii, będzie przygotowywał się do zajęć (w końcu studia magisterskie to studia uzupełniające, wiec zgłębiamy podstawy zdobyte na studiach I stopnia) – oczywiście korzystając przy tym z tzw. nowych technologii, będzie umiał się sensownie wypowiedzieć, a może nawet uda mu się wdać w polemikę z wykładowcą (w końcu Igreki traktują wszystkich ludzi równo!),  a zdobyta wiedza będzie dawać mu satysfakcję i możliwość przełożenia jej na praktykę.
Na 20 dorosłych osób tylko ¼ pasuje do tego opisu. A co z resztą? Pozostałe osoby wywodzące się zazwyczaj z Wyższej Szkoły Wiązania Sznurowadeł, zwanej inaczej Wszechnicą Niewiedzy), to ludzie roszczeniowi (płacę, wiec powinnam zdać), nieorientujący się w temacie, (jakim kol wiek, nawet w tym, na temat którego właśnie przedstawiają referat), zajmujący się na zajęciach scrollowaniem Fejsa i klikaniem  serduszka na Instagramie (o sweet fociach na tylnej ławce z czołgiem w tle nie wspomnę), którzy dorosłymi są tylko z racji daty urodzenia,  a tytuł licencjata wyklęczały sobie pod stołem promotora.
Patrząc od roku na tę farsę (bo jak to inaczej nazwać), zastanawiam się, jaka przyszłość czeka moje pokolenie, które funkcjonuje w większości dzięki dostępowi do Internetu, a wiedzę zazwyczaj ma zapisaną na małym skrawku papieru.  Nie mowie, ze beztroska i życie chwilą jest złe, ale bądźmy poważni mając te dwadzieścia parę lat, bo nikt nam nie będzie podstawiał wszystkiego pod nos całe życie.  Normy zachowania też niektórym SA obce (bo mimo, iż traktujmy  przełożonych czy wykładowców na równi z samym sobą) mówienie do profesora „niech mi pan to wytłumaczy, jak krowie na rowie, bo nie jarzę” jest lekkim przegięciem.

Trochę ogłady, Millenialsi!


  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego